Xavier Rudd i Newton Faulkner zagrali w warszawskim Niebie

Xavier Rudd to znany ze swojego unikalnego stylu multiinstrumentalista o pochodzeniu australijsko-holenderskim. Swój debiutancki album „To Let” wydał  w 2002 roku, od tego czasu na swoim koncie ma już 8 albumów studyjnych. Po 3-letniej przerwie powrócił z albumem „Storm Boy”.  Na jego trasie koncertowej znalazła się też Warszawa.

Występ rozpoczął Newton Faulkner, brytyjski muzyk znany z charakterystycznego stylu gry na gitarze, która związana jest z perkusyjnym użyciem pudła rezonansowego. Muzyk od razu złapał kontakt z publicznością żartując i zachęcając do wspólnego śpiewania i klaskania. Mnie oczarował już od pierwszej piosenki. Na scenie pojawił się jedynie z gitarą, która była tłem dla jego śpiewu, ale to było tło z charakterem. Newton każdą piosenkę zapowiadał wypowiadając po polsku słowa: To jest piosenka. Zaczął od “Smoked Ice Cream”, gdzie gitara wkomponowała się w wokal, razem stanowiąc jedną nieodłączną całość, bez której ta piosenka nie istniałaby. Kolejnymi utworami były „Dream Catch Me” i „Finger Tips”, które równie szybko zyskiwały sobie fanów, za sprawą przyjemnej melodii, stylu grania i wokalu Newtona. Stojąc w połowie sali jedynymi zakłóceniami były rozmowy prowadzone przy barze, które robiły szum. Rozmowy te nie ucichły także podczas wykonywania przez Newtona coveru Queen „Bohemian Rhapsody”, co przeszkadzało zwłaszcza, gdy muzyk ściszał głos.

Xavier Rudd został powitany na scenie dużymi brawami, bo to na jego występ czekała publiczność zgromadzona w Niebie. Australijczyk zaczął swoje show od żywych kawałków, do których można było tańczyć i skakać. Jego muzyka określana jest jako połączenie folk rocka i reggae. Dla mnie, jako osoby, która nie przepada za reggae występ Xaviera był ciekawym doświadczeniem, bo nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Jednak po pół godziny zespół zwolnił trochę tempa i zaprezentował, kawałki, w których to dominowała gitara i wokal. Ta część najbardziej przypadała mi do gustu. Koncert Xaviera trwał długo, a nienasyconej publiczności udało się zaprosić muzyka na scenę na drugiego bisa. Nie wiem, czy wybiorę się na jego koncert po raz drugi, ale jestem pewna, że sporo osób, które widziały Xaviera w Niebie wróci. Na mnie większe wrażenie wywarł Newton Faulkner, którego bardzo chętnie zobaczę ponownie.

Barbara Skrodzka