Holly Blue: Wydaje mi się, że gitary już się trochę przejadły

Holly Blue to zespół złożony z Soni Kopeć, jej brata Krystiana i Emila Blanta. Razem tworzą oni muzykę o unikatowym klimacie, z pięknym wokalem i równie oryginalnym brzmieniem. Zespół właśnie przygotowuje się do wydania trzeciej płyty – „Guntanamo”, do której wokale i część tekstów tworzył Bartek Woźniczko. 

Barbara Skrodzka: Przygotowujecie się do wydania trzeciej płyty. Niedawno też opublikowaliście teledysk oraz zapowiedzieliście kolejne dwa. W tym pierwszym teledysku Emil występujesz w w roli głównej. Czy w następne będą skupiały się na pozostałych członkach zespołu?

Emil Blant: Zacznijmy od tego, że mamy już drugi teledysk. Nakręciliśmy go dwa tygodnie temu i występujemy w nim wszyscy. Pierwszy teledysk był motywowany tym, że mamy problem w dogadaniu się na planie, więc postanowiłem, że zrobię to sam. [śmiech] Tak naprawdę, byłem na wakacjach i wraz z moją konkubiną, która miała pierwszy raz w ręku kamerę, nakręciliśmy klip. Wyszło fajnie, więc postanowiliśmy, że to będzie pierwszy teledysk, który będzie promował nową płytę.

A gdzie konkretnie byliście na wakacjach?

EB: Na Wyspach Kanaryjskich.

Na Facebooku ktoś zapytał się czy to jest Pustynia Błędowska.

EB: Podobna troszkę. Kręcenie klipu było dość problematycznym tematem, bo moja dziewczyna nie bardzo zdawała sobie sprawę, że będzie to robić. Ona przyjechała na plażing i odpoczywać, a tu się okazało, że 8 godzin dziennie musiała jeździć za mną na rowerze po pustyni.

Jak długo wam zajęło kręcenie klipu?

EB: Przez 6 dni, 6 godzin dziennie robiliśmy zdjęcia. Nie mieliśmy konkretnego planu obraliśmy dużo miejscówek, dużo materiału nam zostało, z czego wybraliśmy najlepszy. Generalnie, takie kręcenie jest ciężką pracą. Moja dziewczyna pierwszy raz to robiła, więc dużo rzeczy musieliśmy się nauczyć, przy okazji pokrzyczeliśmy na siebie trochę, ale dała radę.

Czy możecie zdradzić, co będzie w tym drugim teledysku?

EB: Możemy zdradzić to, że cała akcja toczy się wokół tajemniczej walizki, którą ja odbieram właśnie na Pustyni oBłędowskiej, jak ja to mówię.[śmiech] Będzie walizka w drugiej części, a w trzeciej części wyjaśni się co w niej jest dokładnie. Zdradzę rąbka tajemnicy, że w drugiej części jeszcze się nie wyjaśnia.

Sonia Kopeć: Możemy jeszcze jedną rzecz zdradzić, że klip kręciliśmy w Mysłowicach. Są tam takie krajobrazy, które jak zobaczyliśmy, to sami zdziwiliśmy się, że nasze miasto tak wygląda.

Właśnie miałam się pytać o tę walizkę. Ciekawiło mnie, co w niej się znajduje i dlaczego nie pokazałeś tego na początku.

EB: Przyjęliśmy taką koncepcję filmową, że ta walizka będzie takim tajemniczym elementem całej tej historii i będzie ją zespajać. Dopiero w trzeciej części okaże się, co w niej jest. Na razie nie możemy tego zdradzić, bo jest to tajemnica wagi państwowej.

Ostatnio dużo się mówi o nowym albumie Arctic Monkeys. Słuchaliście płyty? Podoba wam się? Co sądzicie, bo są głosy są podzielone.

EB: Powiem szczerze, że nie słuchałem. Odkąd robię w Holly Blue mało słucham muzyki gitarowej. Czytałem na ten temat i większość głosów jest na nie. Postanowiłem, że w przyszłym tygodniu posłucham tego albumu, żeby to sprawdzić.

SK: Ja odkąd piszę pracę magisterską to nie słucham prawie żadnej muzyki. [śmiech] Słucham, ale na nowości nie mam kompletnie czasu. Nowości zostawiam na czas po magisterce.

Skoro nie słuchasz muzyki gitarowej, to czego słuchacie w wolnym czasie?

EB: Oscylującej wokół naszego klimatu. Zespołami, którymi się inspirujemy jest Moloko, Róisín Murphy i pochodne. Oczywiście te gitary tam występują, ale bliżej nam do jakiejś elektroniki i do mieszania gatunków, a nie do tego, żeby grać stricte gitarowo i słuchać takiej muzyki. Wydałem z zespołem The Marians dwie płyty, z zespołem Gutierez też dwie płyty i i wystarczy mi na razie.

Wiele zespołów robi tak, że ma projekty rockowe, a sobie gdzieś tam na boku robi zupełnie coś innego. Jest to przyjemną odskocznią od tego głównego nurtu.

EB: Wydaje mi się, że gitary już się trochę przejadły, że ciężko jest wymyślić coś nowego. Jeżeli nie ma klawiszy, nie ma elektroniki to temat jest dość zamknięty. Ciężko jest tutaj coś nowego wynaleźć. Muzyka elektroniczna może nie jest łatwiejsza do robienia, ale można ją robić w domu, można ją robić na laptopie, w autobusie, tramwaju, na wakacjach.

SK: To jest młody gatunek muzyczny i bardzo otwarty. Można w nim zrobić bardzo dużo, bo jego granice nie zostały jeszcze osiągnięte.

EB: Teraz jest więcej możliwości. Można łączyć gatunki wplatać w to muzykę gitarową. To mnie właśnie bardzo interesuje – złożoność utworu, bardziej rozbudowane aranżacje, wykorzystywanie coraz to nowych brzmień, szukanie swojego stylu.

Wracając jeszcze do płyty którą przygotowujecie, możecie opowiedzieć jak powstawała? Wiem, że teksty pisał Bartek i nagrywaliście z nim.

EB: Ta płyta w ogóle nie miała powstać. Po drugiej płycie daliśmy sobie trochę luzu i przerwy, żeby zastanowić się co będziemy robić dalej. Mieliśmy przerwę z Holly Blue, więc zacząłem z Bartkiem, moim kolegą z zespół Gutierez, robić piosenki. Wysyłałem mu pomysły zupełnie na luzie, niezobowiązująco, Bartek do tego napisał teksty, zaśpiewał wokale. Puściłem to Soni. Sonia się do tego dograła, poskładaliśmy piosenki, nabrało to takiej nowy jakości i nagle powstała płyta Holly Blue.

Nagrywaliście w domowym studiu?

EB: Całość powstaje u nas w domu, bo jesteśmy rodzinnym zespołem. Sonia to moja szwagierka, a Krystian to mój szwagier. Ja mieszkam u nich w domu, oni tam nie mieszkają. Właśnie w tym domu mamy studio i salę prób, więc wszystko robimy sami. Przez ileś tam lat na przestrzeni grania, różnych doświadczeń, dążyliśmy do tego, żeby być totalnie niezależni, dlatego teledyski, płyty robimy sami. Nie musimy za to płacić, nikt nie mówi nam co mamy robić. Drugą płytę wydaliśmy sami, prawdopodobnie trzecią też. Plan jest taki, żeby założyć większy label, który też by skupiał jakieś inne zespoły wokół nas. Chodzi o to, żeby być niezależnym i robić to dla funu, nie mieć kontraktów podpisanych na 10 lat i nie robić tego co nam ktoś każe.

Jak ten wasz DIY przekłada się na pieniądze?

EB: Finanse zabijają niektóre zespoły, bo jest dużo fajnych zespołów. Jest więcej zespołów niż ludzi. Teraz każdy gra, każdy w domu jest producentem są ludzie, którzy robią fajną muzykę tylko i wyłącznie na komputerze u siebie. Nie ma tej siły przebicia, czasem brakuje finansów. Żeby nagrać płytę, teledysk potrzebne są fundusze. Tak naprawdę na przestrzeni tych kilku lat nie musimy za to płacić. To jest moje hobby, poświęcam na to swój czas i nie muszę na to wydawać pieniędzy. Mam normalną pracę, którą sobie zarabiam na swoje hobby i daje mi to totalną niezależność.

Podczas jednego z wywiadów powiedziałeś, że bardzo ciężko jest zrobić dobrą muzykę pop i jeszcze w dodatku po polsku. Na czym polega ten główny problem?

SK: Największym wyzwaniem są dobre teksty. Jest bardzo mało osób, które piszę bardzo dobre teksty i teksty, które nie są banalne, bo w języku angielskim, przynajmniej w większości, prostsze teksty brzmią dobrze. W języku polskim, w momencie, gdy tekst jest zbyt prosty też jest źle, bo jest banalny w tym momencie. Ciężko jest znaleźć ten złoty środek.

EB: Wcześniej też próbowaliśmy. Mieliśmy numer po angielsku, który brzmiał zawodowo, a w momencie, kiedy pojawiał się polski wokal robił się z tego taki polski poping. Myślę, że też duża zasługa tu jest Bartka. Sonia  napisała trzy piosenki i zawsze śpiewa po angielsku, to jest dla niej naturalny języki i na tym się wychowała, a Bartek od zawsze pisze po polsku. On ma bardzo fajne teksty, które od razu pasują do melodii. Połączenie ich głosów dało to, że to nie jest właśnie taki miałki pop, tylko naprawdę wysublimowany.

A jak oceniacie właśnie polską scenę muzyczną i przemysł muzyczny, bo słuchając wielu stacji raczej ciężko jakąś wyrafinowaną muzykę.

EB: To jest taka trochę koniunktura firm płytowych. To są ludzie, którzy produkują tę muzykę i sami sobie ją puszczają. Bazuje to moim zdaniem na wielu układach. Ci ludzie po protu produkują coś i dają to masom, żeby tego słuchali. Jak po raz dziesiąty ta piosenka leci w radiu,, to chociażby nie była fajna, to będzie fajna. Ludzie będą ją znać i kojarzyć. Tak naprawdę, jest mało rozgłośni radiowych, które szukają i puszczają nowe rzeczy.

Sezon festiwalowy już się rozpoczął. Macie jakieś plany związane z tegorocznymi festiwalami?

EB: Ten sezon zimujemy, gramy dosłownie teraz dwa koncerty w Warszawie i festiwal w Poznaniu. Jeszcze nie mogę zdradzić szczegółów, bo czekam na nie. Festiwale załatwia się wcześniej, my wtedy pracowaliśmy nad płytą, trochę nam zajęło przygotowanie tego, więc nastawiamy się na następny sezon i na wrzesień, na trasę klubową.

Barbara Skrodzka, 

Znajomi Znajomych, 16.05.2018