Ivan Dorn: Rozbuja każdą publiczność swoją muzyką

Kontrowersyjny i kochany, zarówno w Rosji, jak i na Ukrainie, ze względu na swoje zachowanie, wygląd, a zwłaszcza muzykę. Ivan Dorn odwiedził Warszawę jako drugie miasto na mapie Polski (zaraz po Krakowie) i zagrał znakomity koncert w warszawskiej Iskrze na Polu Mokotowskim.

Zanim jednak na scenę wyszedł Ivan zgromadzoną publiczność rozgrzał Beissoul & Einius. Charakteryzujący się niesamowitą charyzmą hipnotyzował swoimi dźwiękami. Zarówno Beissoul jak i Einius ubrani byli w surrealistyczne kostiumy, które dodawały im nieco tajemniczości. Ich muzyka od razu wpada w ucho i potrafi zaskoczyć słuchacza. Eksperymenty z dźwiękami, tańcem, modą w połączeniu z pełnym uduchowienia wokalem były tak uwodzicielskie i nieprzewidywalne, że bardzo łatwo można było się w nich zatracić. Mi w ucho wpadł kawałek “Adopted Child of Love”, który polecam sprawdzić każdemu, kto nie miał jeszcze okazji posłuchać tego duetu.

O ile Ivan Dorn jest szeroko znany w Rosji i na Ukrainie, o tyle dla Polskiej publiczności jest raczej nowością. Na jego koncercie w Warszawie przeważającą większość stanowili jego rodacy. A  szkoda, bo to co zaprezentował, to muzyka wysokiej klasy. Ostatni album “OTD” został wydany w 2017 roku i pojawił się nawet na amerykańskich listach przebojów. W Warszawie mogliśmy usłyszeć takie kawałki jak “Afrika” czy “Collaba”. Nie było chyba utworu, do którego publiczność by nie tańczyła. To, co charakteryzuje muzykę Dorna, to łączenie funku z elektronicznymi bitami i przyjemnym wokalem, którego nie sposób zignorować.

Ivan Dorn robi to, co chce i kiedy chce. Jest marzycielem, który szerzy pozytywność poprzez dobre wibracje i muzykę, która łączy ludzi. Dorn jest niczym jasna gwiazda na ciemnym niebie, która wnosi trochę światła do muzycznego światka słuchaczy. Gwiazdą, która z każdą piosenką pochłania coraz więcej, aż w końcu słuchacz kompletnie zatraca się w muzyce. Podczas warszawskiego koncertu faktycznie można było poczuć, że nie chodzi tu o samego Dorna, który tym razem wyglądał nad wyraz normalnie, ale o te gładkie wersety i słodkie refreny płynące ze sceny.

Cały występ wypadł bardzo pozytywnie, a publiczność świetnie się bawiła nie tylko pod sceną, ale także na samym końcu, gdzie tańce nie ustawały. To była bardzo dobrze spędzona sobota. Mimo że w tym samym czasie w Warszawie odbywały się dwa inne koncerty, na które chciałam pójść, to jednak Ivan Dorn tym razem wygrał swoją energią i nieprzeciętnością. W końcu nie za często do nas nie przyjeżdża, więc czasem warto wybrać się na koncert kogoś, o kim się wcześniej nie słyszało.

Barbara Skrodzka,

Iskra, 14.04.2018