IAMX: Podróż po mrocznych zakamarkach duszy

Dziwny, mroczny, fascynujący. Tak można opisać projekt IAMX tworzony przez Chrisa Cornera, który powrócił z najnowszą płytą “Alive In New Light” i serią koncertów promujących nowe wydanie.

IAMX od początku mnie zafascynował. Po raz pierwszy miałam okazję usłyszeć go na żywo w 2013. Zafascynował mnie i choć początkowo byłam sceptyczna, to po tamtym występie wszystko się zmieniło. Decyzję o pójściu na koncert w Warszawie podjęłam na dwie godziny przed rozpoczęciem. Choć nowy album mnie nie porwał (poza kilkoma piosenkami), to zdecydowałam się kupić bilet i wybrać się do Progresji. To co sobie bardzo cenię w występach IAMX, jest to, że zespół nie zwodzi swoich fanów i nie przeciąga rozpoczęcia koncertu serwując muzykę supportu. Tego wieczoru jedyną gwiazdą był IAMX.

O wyznaczonej godzinie zespół pojawił się na scenie zaczynając swój występ od tytułowego “Alive In New Light”, a następnie przeszedł do “Break The Chain”. Na koncertach IAMX próżno oczekiwać dobrego oświetlenia postaci znajdujących się na scenie. Skryci w cieniu, niczym duchy, muzycy odtwarzali swoje show. Z oddali widać było jedynie zarysy sylwetek. Wszystkie te elementy dodają specyficznego uroku koncertom IAMX, a tworzone poczucie tajemniczości, mistyczności i erotyzmu przebija się wraz z warstwą muzyczną, co czuć było m.in. w piosence “Stalker”.

Ciekawy efekt został wykorzystany podczas“ I Come With Knives”, gdzie Chris pojawił się na środku sceny trzymając dwa lustra, które odbijały promienie, białego światła na nie skierowane, zarazem kierując je w stronę publiczności. IAMX z każdą piosenką wcielał się w kogoś innego, pozostając jednocześnie sobą. Niczym czarny kruk, zmieniający się razem ze zmianą opierzenia, które w tym przypadku było nakryciem głowy.

“Stardust” jako jedna z najlepszych piosenek na nowej płycie została przywitana z entuzjazmem. Jednak to podczas “North Star” publiczność bawiła się najlepiej. Elektroniczne brzmienia w połączeniu z partiami mówionymi hipnotyzowały. Wystarczyło tylko zamknąć oczy i dać się ponieść muzyce. Mroczne i rwane brzmienia targały ciałem, a kontynuacją tego zatracającego uczucia było “Body Politics” i “No Maker Made Me”.

IAMX zakończył swój występ trzema piosenkami bisu, składającymi się w zgrabną klamrę obejmującą utwór  “Kiss + Swallow” z pierwszego albumu oraz “The Power and the Glory” pochodzący z “AINL”. Było to idealne zakończenie koncertu, stanowiące definitywny koniec występu.

Chciałoby się, by półtoragodzinny występ trwał jeszcze dłużej. Zagrana została niemal cała nowa płyta. Choć nowe wydawnictwo nie zachwyca, to na żywo IAMX pokazuje, że nawet piosenki, które na płycie nie brzmią przekonująco, na żywo wychodzą naprawdę nieźle. Nie wiem, czy jest to zależne od samego klimatu koncertów IAMX, czy może od samego Chrisa i zespołu, ale za każdym razem, gdy tylko wybrzmiewały nuty kolejnych utworów przez publiczność przechodziła elektryzująca fala. Fala, którą ciężko było powstrzymać, trzeba było się jej poddać. Jedno jest pewne, projekt IAMX przyciąga coraz więcej ludzi, a jego muzyka cieszy się popularnością, o czym świadczy wypełniony niemal po same brzegi klub.

Barbara Skrodzka,

Progresja, 23.03.2018